| Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ DRUGA "WYPRAWA" |
|
|
|
| Wpisany przez Roman |
| środa, 27 stycznia 2010 16:31 |
|
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ DRUGA "WYPRAWA" autor: Roman Roman wciskał się w ścianę jak mógł najgłębiej ale nie wydawało się to polepszac jego, tragicznej w tej chwili, sytuacji. Złom nieźle podkurwiony zaistniałą sytuacją zbliżał się niebezpiecznie z sekundy na sekundę... gdy nagle na klatce schodowej rozbrzmiały szybkie kroki. Złomek zastrzygł uszami, jego brwi powędrowały w górę... - Siema chłopaki! Sorry za spóź... - zdążył wykrzyczeć biegnący po schodach Rodzyn do momentu gdy rozpędzona z pół-obrotu pięść Złomiarza nie zajebała go centralnie między oczy, co spowodowało powrót Rodzyna piętro niżej w ekspresowym tempie. - Ale bomba! - Wykrzyknął zachwycony Roman. - Milcz bo dostaniesz następną złamasie - stwierdził Złom po czym zbiegł na dół pomóc Rodzynowi otrząsnąć się po tym wylewnym powitaniu. - A pfunu na mafat - wycedził tylko leżący na posadzce Rodzyn gdy Złomek przy nim przykucnął. - Co? - spytał Złom. - Mówi, że go nie bolało, i że jesteś lelawy! - przetłumaczył natychmiast Cegła. Oczy rodzyna rozszerzyły się w panicznym grymasie, gdy ręka Złomiarza ponownie nabierała rozmachu. - Spokojnie! Musimy iść w końcu na naszą Chałdę, nie? - sprowadził na ziemię ekipę Roman. - Taa, racja - odrzekli razem Złom i Cegła (- Abu plrf! - Rodzyn). Cegła spojrzał z zaciekawieniem na Rodzyna. - Chyba mu za mocno zajebałeś, teraz to on z nami nie pójdzie. - Zasugerował. - Jasny Chomik! I kto teraz będzie wnosił szafkę na chałdę?! - zmartwił się Roman i spuścił głowę. - Spoko Ziomy! - Z entuzjazmem odezwał się Złom. - Cegła, przynieś trochę tego taniego wina co z wczoraj zostało, zaraz go ocucimy. - To wczoraj zostało jakieś wino??!!!!?!?! - Oczy Cegły zwęziły się, oddech spłycił i przyspieszył i Cegła wystrzelił schodami w górę znikając w swoim mieszkaniu. Po chwili wrócił z jakąś plastikową butelką w rękach i radośnie podał ją Złomkowi. Ten wlał zawartość w usta Rodzyna, który wykrzywił się niemiłosiernie i próbował coś krzyczeć jednak z jego ust wydobywało się tylko głuche "Apff, bff, ygfffff!". Wszyscy spojrzeli po sobie, a później na Cegłę, który spuścił wzrok z miną niewiniątka. - No co... Jak zobaczyłem to winko... I pomyślałem, że ma się zmarnować w ten sposób... - Kombinował Cegła. - To postanowiłem je uratować i sam wypić a do butelki nalałem WC Pickera. Rodzyn wydał z siebie z rezygnacją tylko ciche westchnięcie. - Ty! Dobre! - Ucieszyli się Roman i Złomek. - Może w końcu będzie można rozmawiać z Rodzynem stojąc bliżej niż dwa metry! - No nic. Będzie trzeba iść bez Rodzyna i samemu nosić tą jebaną szafkę. - Oznajmił Złomiarz wstając. - Ufff! W końcu! Niezłe powitanie Złomek! - powiedział Rodzyn. Wszyscy obejrzeli się na niego zdziwieni. - Co jest?! - Krzyknął Roman. - Ha!!! Mówiłem, że WC Picker pomoże! - Triumfalnie obwieścił Cegła. - Nie kurwa, tylko Złom klęczał mi na jajach jebany. - Zrezygnowanym tonem wyjaśnił Rodzyn, wypluwając resztki WC Pickera z ust. - Trzeba bylo powiedzieć. - Wzruszył ramionami Złomek. - Dobra ziomy. - Zaczął Roman. - Po pierwsze, trzeba dorwać tego pieprzonego kundla, który podpieprzył mi piątkę. Po drugie trzeba iść wreszcie na chałdę pozjeżdżać na szafce. - Co ty kurwa myślisz, że cię ktoś tu słuchać będzie? - Zbulwersował się Złomek. - Chłopaki! Idziemy dorwać tego kundla a potem pozjeżdżać na szafce! Wszyscy się zgodzili, a Roman nawet stwierdził, że pomysł Złomka jest dużo lepszy od jego własnego, i wszyscy entuzjastycznie ruszyli w dół w stronę wyjścia. 4 godziny później... - Ja pierdolę, Cegła, więcej psów na tym twoim osiedlu mieszkać nie mogło? - Krzyczał co chwila wściekły Złomiarz napieprzając łopatą po na wpół żywym, kolejnym już, psie leżącym na ziemi. - Co ty się mnie czepiasz fiucie? - Odwarknął Cegła. - Przecież ja się z nimi nie rucham... tak często... codziennie... no może czasem... Ale to nie moja wina! Złomiarz nic nie odpowiedział, tylko pomyślał o biednej Weszy... - Gdzie ten cholerny Roman? - Zastanawiał się Rodzyn grzebiąc we flakach innego psa. - My mamy odwalać brudną robotę a on pewnie się gdzieś zabawia. Jak na zawołanie zza rogu wyszedł Roman trzymając na rękach jakiegoś psa, z tym że jedna jego ręka spoczywała w dupie owego psa. - A nie mówiłem kurwa! - Krzyknął Rodzyn. - Stary jebaka! - Ziomy pomóżcie! - Z lekką paniką w głosie poprosił Roman podchodząc do pojebów. - Chciałem wyciągnąć mu zęba z żołądka ale mi go było szkoda więc spróbowałem od drugiej strony... Reszta pojebów padła na ziemię tarzając się ze śmiechu. - Ale ty poryty jesteś! - Stwierdził Cegła. - Trzeba było najpierw przez gardło spróbować! Roman nic nie mówiąc odsłonił tylko drugą, mocno pokrwawioną, rękę. - Buahahaha, ale przypał. - Zrecenzował sytuację natychmiastowo Złomiarz. - Cegła, ty jesteś spec od zwieraczy, zajmij się tym. - Fachowo zakomendował Rodzyn. Cegła bez słowa podszedł do Romana trzymającego psa, spojrzał psu prosto w oczy. Uśmiechnął się obleśnie i zaczął coś do niego cicho mamrotać. Następnie nacisnął psa gdzieś w okolicy 17 kręgu kręgosłupa i ręka Romana wystrzeliła z psiej dupy razem z fontanną... ekhm... wiadomo czego. Wszyscy popatrzeli ze zdziwieniem na Cegłę. - No co... Praktyka. - Usprawiedliwił się krótko. - Mam! MAM! Moja piątka! - Krzyczał w kółko Roman całując obsrany ząb raz po raz. - Będę miał nowe wiązania! - Dobra! Dość tej radości! - Zarządził Złomek. - Teraz idziemy w końcu na chałdę bo już się zciemnia przez te jebane psy. - Zciemnia to ci się przez ten metanol co żeś wczoraj chlał wieczorem! - Sprostował Roman. - To nie był metanol tylko olej opałowy! - Odparł natychmiast Złomiarz. - Więc tym razem to się naprawdę zciemnia. Ekipa zgodnie ruszyła więc na chałdę, a że od Cegły jest tam niedaleko to do podnóża dotarli szybko. Standardowo trzeba było ominąć psa na łańcuchu strzeżącego wjazdu na chałdę, więc jak zwykle Pojeby wypchnęły do przodu Rodzyna i szybko przemknęły obok psa, który dobierał się do nieszczęsnej przynęty. - A co będzie jak mu się kiedyś nie uda uciec? - Zastanowił się Roman. - To nie będzie miał kto nosić szafek, hyhy. - Stwierdził Złomek. W końcu jednak Rodzyn się uwolnił od psa i ekipa ruszyła w górę chałdy. - Mam nieodparte wrażenie, że ta chałda robi się z dnia na dzień coraz wyższa... - Wzdychał Złomek. - Co ty kurwa nie powiesz. - Grzecznie odpowiedział mu Cegła. - Przecież to chałda! - I co z tego? - To, że ją usypują ciągle. - Po co? - Dalej dopytywał zaciekawiony Złom. - A co cię to kurwa obchodzi? - Zdenerwował się Cegła. - Nie fozoluj! - Hmm... Ja tu wyczuwam dysonans poznawczy! - Po namyśle stwierdził Złom. Wszyscy na niego spojrzeli. - No co? Czytałem tą książkę co mi Rodzyn dał na urodziny ostatnio... - Ja ci ją dałem, żebyś już nie musiał sobie dupy ręką podcierać, kurwa, a nie żebyś sobie mózg lasował! - Załamał się Rodzyn. - Nie mogłem się powstrzymać... Przy jedzeniu muszę coś czytać... - Nie kończ, proszę! - Zawołał Roman. W końcu wyprawa dobiegła końca i ekipa była na szczycie chałdy. Było już prawie zupełnie ciemno... - Dobra, tutaj będziemy jechać! - Oznajmił Roman. - Nachylenie stoku jest idealne i jest dużo drzew po drodze, żeby było ciekawiej! - Zajebiście! - Krzyknął Złomiarz. - Ja jadę z przodu, ty za mną, a Cegła i Rodzyn będą robić za napęd! - Ale się podjarałem! - Stwierdził Cegła zaciskając mocniej pasek u spodni. - Rodzyn dawaj szafkę i jedziemy! - Zakrzyknęli wszyscy. - Jaką znowu szafkę? - Odparł ze zdziwieniem Rodzyn... |
| Zmieniony: czwartek, 28 stycznia 2010 00:11 |


