| Wiadukt |
|
|
|
| Wpisany przez Roman |
| środa, 27 stycznia 2010 19:28 |
|
Więc tak, szliśmy sobie raz Ja (Złom[iarz]) Wesza i Cegła Sikorskiego i przechodziliśmy przez wiadukt na tej ulicy kiedy (wspaniałomyślna Menda :P) rzuciła pomysłem zjechania z mostu na linie. Z początku chcieliśmy zrobić to na środku mostu i wylądować na dole, na pasie zieleni szerokim na ok. 3 m :-). Na szczęście ja to potraktowałem poważnie i postanowiliśmy dokonać tego niecnego planu :>. Zaczęliśmy usilnie szukać osób, od których mogliśmy pożyczyć sprzęcior potrzebny do wykonania zjazdu z mostu. Znalazł się niejaki Krzysztof C. (nie podaje nazwiska bo jeszcze nam drugi raz sprzętu nie pożyczy :P). Później od niego pożyczyliśmy w rezultacie 8emke, karabinki i linę (ok. 25 m). Od koleżanki Mef'a dostaliśmy uprząż. Z początku, zjazdu na linie miały dokonać dwie pojebane osoby: Ja i Wesza.(Jednak utwierdziłem się potem w przekonaniu że pojebanych ludzi jest więcej na świecie niż tych normalnych, bo spośród 5 osób, które były na akcji zjechały 4 :D.) Wyszło inaczej niż planowaliśmy. Druga opcja mówiła, że będzie to druga cześć Chłopców z Żyznej Hałdy, ale w końcu tak zmoderowaliśmy ten pomysł, że zakończyło się na zjechaniu z mostu czterech osób nie na środku mostu, a z jego boku (było nawet wyżej niż w środkowej jego części, ok. 6 m). Roman (piąta osoba, nie zjeżdżająca) miała najmniej roboty. Jego zadanie polegało na przyniesieniu kamery i nagraniu naszego pojebanego pomysłu. Na szczęście, na wszelki wypadek Cegła wziął swoją "didżital kamerę". Niestety, a może stety ona się przydała. Szanowny kolega ROMAN zapomniał naładować baterii w kamerze (tłumaczył się obłudnik, że na to nie wpadł, myślał, że jest naładowana {w szkole fpierdoliłem mu :-)) [Serio tak myślałem :P - Roman]. Dlatego też nie można zobaczyć filmu ze zjazdu tylko same zdjęcia. Kiedy pojawiliśmy się na moście o 16:30 (wcześniej przyszli do mnie Cegła z Weszą i Romanem) spotkaliśmy czekającego już od paru min (w deszczu) Mef'a. Jedyne czego się obawialiśmy to były pały. Oczywiście jak na złość w ciągu 2 MINUT!!!! przejechały koło nas dwa radiowozy ( to się nazywa szczęście :-). Zaczęliśmy panikować, jedynie Mef zachował spokój i podszedł do sytuacji jak profesjonalny pojeb. Po chwili już nas uspokoił i zakomunikował, że bez względu na nas zjedzie z mosta. Tak więc zaczęła się akcja. Rozbieranie, przyczepianie liny do mostu trzymając jej większą część w plecaku, ustawianie patroli :-P. Ja byłem na dole i asekurowałem Mef'a. Kiedy przeszedł na drugą stronę barierki lina spadła w moje objęcia a potem dostała się w objęcia plecaka. Zjazdu Mef dokonał jak najbardziej profesjonalnie i szybko. Na dole ewakuacja szybka utrudniona była jedynie unikaniem lecącego z góry karabinka odpinanego przez Cegłę albo Weszę. Później jeszcze zjechałem Ja, Wesza, Cegła, i jeszcze raz Mef. Oczywiści przy jazdach żadnych radiowozów nie było ( bo po co?) oraz nikt nie stoczył walki ze spadającym po każdym zjeździe karabinkiem. [ Tylko ja sobie zadrapałem nóżkę :-( ] Złomiarz Korekta: Roman A poniżej macie zdjęcia: |
| Zmieniony: piątek, 29 stycznia 2010 19:36 |






