Z Pamiętnika Poyeba
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ TRZECIA "SMOCZA KRAINA" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Roman   
środa, 27 stycznia 2010 17:40
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ TRZECIA "SMOCZA KRAINA"

autor: Roman & Złom

Pierwszy dzień wakacji powitał Pojebów typowo wakacyjną pogodą.

- W dupę jeża, ale leje. - Westchnął Roman patrząc za okno zaraz po przebudzeniu.

Postanowił jednak mimo wszystko wybrać się do Złomka, jako że tego dnia zaplanowane było zjeżdżanie na linie z Ratusza miejskiego. Zabrał więc wszystko co potrzebne i ruszył w podróż. Tymczasem Cegła i Wesza właśnie budzili się ze snu w domu Cegły...

- Ale mnie boli dupa... - Zajęczała od razu Wesza.

- Mnie też, auuu! - Zajęczał Cegła.

- Mówiłam, że ten pomysł z zamianą ról nie był dobry...

- Taa, zwłaszcza, że nie mieliśmy odpowiednich do tego narzędzi... - Westchnął Cegła i spojrzał na leżącą na łóżku trzepaczkę do jajek. - Co to kurwa jest?!

- No... Wzięłam co miałam pod ręką... Trochę skołowana byłam po tym drinku przed pójściem do łóżka... - Tłumaczyła się Wesza.

- Jakiś trefny teraz ten olej opałowy robią... Chociaż, może trzeba było nie dosypywać kreta dla smaku... - Zkwitował Cegła i wstał z łóżka.

- Gdzie idziesz Cegiełko? - Zaciekawiła się Wesza.

- Umyć się.

- Żartujesz?

- Nie no, przecież dzisiaj mamy z tego ratusza zjeżdżać, jest okazja! - Wyjaśnił pospiesznie Cegła.

- No fakt... Ale ostatnia okazja była dopiero pół roku temu. - Ostrzegała Wesza. - Jesteś tego pewien?

- Taa, spoko ziom, tylko oczy przetrę, żebym coś widział.

Po minucie Cegła wrócił z łazienki, a Wesza widząc go szybko wyjęła rękę spod kołdry i schowała ją za plecami.

- Co to? - Zapytał Cegła.

- A nic, nic, tylko... trzepaczka. - Mówiąc to wyjęła lekko wilgotną trzepaczkę do jajek zza pleców.

- Oj, Weszuniu! - Figlarnie zakrzyknął Cegła.

- Oj, Cegłusiu! - Odrzekła Wesza i znowu rzucili się na siebie. Jednak Cegła nie trafił, bo jak się okazało oszukał z tym myciem się i przyjebał głową w ścianę a następnie osunął się na łózko nieprzytomny. Wesza wycedziła tylko przez zęby coś w stylu "Jak zwykle...", wstała i poszła do łazienki.

Po krótkiej porannej toalecie, czyli 1,5 godziny później wyszła i zastała Cegłę już gotowego do wyjścia.

Wszyscy stawili się u Złoma punktualnie (czyli o 13.16) oczywiście oprócz Rodzyna. Złomiarz i tak musiał jednak dokończyć sniadanie.

- Jak widzicie, pada deszcz. - Uświadomił zebranych Złom nakładając sobie trzynastego naleśnika na talerz. - Stwarza to pewien problem jeśli chodzi o zjeżdżanie.

- Co ty kurwa nie powiesz. - Jak zwykle celnie zauważył Cegła.

- No to co robimy chłopaki? - z pewnym niepokojem zapytał Roman.

- Hmmmm... - Z wielkim bólem wypisanym na twarzy powiedział Cegła, aż wreszcie wrzasnął - Auuuuuuuuuuu!!!

- Hmmmmmmmmmm... - Jeszcze dłużej zaciągnął Złom, niemal kurcząc się z bólu.

Zdziwiony Roman na to:

-Co jest ?!

-Myślimy. - Odrzekli.

- A, to respect... - Odpowiedział Roman zaszokowany tym nagłym heroicznym zrywem kolegów.

W pewnej chwili jeden wpadł na pomysł:

- Ziomy... po co mamy się my katować ? Poczekajmy na Rodzyna, on wykona, tę jakże niewdzięczną pracę!

I tak też zrobili... Złom zjadł 19 naleśnika i poklepał się po brzuszku.

- No na początek wystarczy. - Oznajmił. - Resztę zjem jak już ustalimy co i jak.

Po niedługiej chwili, ku ich zdziwieniu, przyszedł Rodzyn. Spóźnił się zaledwie 59 min.

- Biegłeś?! - Z ciekawością spytał Roman.

- Nie, zacząłem zbierać się wcześniej, jakies 2 h przed wyjściem...

- Aaaa, siii, wszystko jasne... Ale, właśnie, Rodzyn! Mamy do Ciebie sprawę...

- O?! Mogę wam pomóc? Super!

- Musisz za nas pomyśleć...

- O, nie, tylko nie to! Znowu?

- Ostatni raz był na egzaminach do gimnazjum. - Oburzył się Roman.

- O, o, o właśnie, to jakby było wczoraj... Do teraz zostaly mi tiki nerwowe... - Na dowód czego wygiął mordę w tak groteskowym grymasie, że Złomek aż westchnął.

- Nie pierdol tylko myśl. - Powiedział Cegła.

- Będzie bolałooooo..... - Zawył Rodzyn.

- Dawajcie mu czopa w dupę. Będzie jazda... - Z entuzjazmem wykrzyknął Złom.

- Odwal się Złom. Czopki mnie już nie kręcą!

- Ale ja mam czopy kaliber 50mm... - Ze smutkiem rzekł Złomek, czując się odtrąconym i niechcianym.

- Aaaaa, to tak?! To ja takie poproszę od razu dwa , na miejscu! - Rozradowany Rodzyn rzekł, mając już wizję, jak to dwa wielkie czopy penetrują jego odbyta, zgrabnie wślizgując się przez jego zwieracze.

Złomiarz szybkim ruchem wyciągnął z kieszeni czopy, Cegła i Roman przytrzymali Rodzyna a Wesza ściągnęła mu gacie.

- Kame-hame-han!!! - Krzyknął Złomiarz wpychając od razu dwa czopy z impetem w dupę rodzyna.

- Huuuaaaahhh!!! - Zawył Rodzyn z uradowaną miną. - Aleee jaaazdaaaa!

- Dobra, dość tej przyjemności. - Oznajmił Cegła. - Teraz MYŚL!

- Aaaarghhh! - Krzyknął Rodzyn i zamknął oczy.

- Złomiarz! Znieczulaj go! - Krzyknął Roman z zaaferowaną miną.

Złom zaczął mielić czopami w dupie Rodzyna, który wydawał się odczuwać ulgę. Wciąż jednak wił się w konwulsjach, tak że Roman i Cegła ledwo go utrzymywali.

- Wytrzymaj! - Krzyczała Wesza. - Jeszcze tylko chwile! Zrób to dla dobra ludzkości!

- Auuuuuuu! - Krzyczał Rodzyn ze łzami w oczach, jednak z zawziętą miną. - Juuuuuż!

Złomiarz wyjął czopy i w tym momencie Rodzyn zajebał potężnego pierda prosto w twarz Weszy.

- To jest myśl! - Wrzasnął Cegła pomagając Weszy wygrzebać się ze sterty kartonów stojących na drugim końcu pokoju, gdzie odrzuciło Weszę po pierdzie Rodzyna.

- Tak! - Potwierdził Roman. - Rodzyn, jesteś genialny! Będziemy puszczać smoki!

- Zajebioza - Ocenił Złom z rozszerzonymi z entuzjazmu oczami.

- Ja pierwszy! Ja pierwszy! - Wrzeszczał Cegła podskakując dziko.

- Ok, ok, spoko. - Uspokajał go Złom. - Pójdę po zapalniczkę.

Po chwili Złom wrócił z elektryczną zapalarką do kuchenki gazowej.

- Co to kurwa? - Zdziwił się Cegła.

- Nic innego nie mam, trzeba z tym...

- Masz pierda? - Zapytał spokojnie Cegłę Roman.

- Jasne! Już od rana trzymam. - Oznajmił Cegła. - Przeczuwałem, że się może na coś przydać. Normalnie piąty zmysł!

Cegła położył się na ziemi na plecach, ściągnął gacie i uniósł nogi. Złomiarz szybko wyczaił okazję i wepchnął zapalarkę do rozjechanej przez Weszę w nocy dupy i włączył ją.

- AAAAAAaaAAa- Wrzeszczał Cegła rzucany po pokoju przez wstrząsy elektryczne. - Wyy-yyłąą-ąą-cz-cz t-t-tooo-oo!!

- Hyhyhyhyhy - Zarżał Złomek ze swojego wyszukanego dowcipu. Wyjął zapalarkę, ale w tym momencie dało się słyszeć głuchy wybuch w dupie Cegły, któremu stanęły łzy w oczach.

- Ale jaja, kurwa! - Krzyknął Rodzyn. - Pierd mu w dupie wybuchł! - Krzyknął i padł na ziemię ze śmiechu. Cegła również padł ale bynajmniej z innego powodu...

- Cegiełko! - Podbiegła do niego Wesza i uklękła przy nim. - Nie umieraj! Słyszysz mnie? - Spytała ze łzami w oczach.

- Sły-słyszę... - Cicho odparł Cegła.

- To wspaniale! - Ucieszyła się Wesza. - Musisz... musisz mi powiedzieć gdzie schowałeś te tanie wina na czarną godzinę!

- Jak to gdzie? - Zdziwił się Cegła. - W pralce! Tam nikt nigdy nie zagląda.

Tymczasem na ziemi leżał już Roman, wyraźnie podekscytowany.

- Uważaj Złom, to będzie mega-kosmiczny-super-pierd! - Ostrzegł.

- Spoko ziom - Odpowiedział Złom. - Na trzy!

- TRZY! - Krzyknął Roman i wydał z siebie mega-kosmicznego-super-pierda, a Złom zdążył jeszcze włączyć zapalarkę lecąc przez pokój.

W efekcie powstała dość spora fala uderzeniowa, która odrzuciła Rodzyna prosto w stertę ciuchów Złoma, a samego Romana wbiła w ścianę.

- Au! Au! Au! - Krzyczał Roman podskakując dziko. - Dupa mi się pali!

I faktycznie. Roman zostawiał za sobą kłęby czarnego dymu wypuszczanego przez palące się żywym ogniem rodzynki na jego dupie połączone z włosami. Wesza odwróciła się od Cegły, żeby popatrzeć na widowisko a Rodzyn w dalszym ciągu tarzał się ze śmiechu w ciuchach Złoma.

- Przynieś gaśnice, kurwa! - Przytomnie zakomendował Cegła podnoszący się już z ziemi.

Rodzyn szybko pobiegł po gaśnicę i dał ją Cegle. Ten zamachnął się i przyjebał Romanowi z gaśnicy w łeb co spowodowało jego natychmiastowe wypoziomowanie. Następnie Cegła spokojnie ugasił ogień jakąś koszulką Złoma i oddał Rodzynowi gaśnicę.

- Dzięki.

- Dobra robota. - Ocenił Rodzyn.

- Co ty kurwa zrobiłeś z moją koszulą nocną?! - Wydarł się Złomiarz. - Jak Ci zaraz przyjebię...

- Rodzyn! Gaśnica! - Krzyknął Cegła i gdy tylko ją dostał zamachnął się na Złoma.

- Spokojnie, nie bądź prymitywny. - Powiedziała Wesza chwytając za gaśnicę, tak że Cegła nie mógł wykonać uderzenia.

- Ale... - Zdążył powiedzieć Cegła zanim nie został powalony przez rozpędzoną pięść Złoma uzbrojoną w plastikowe żelazko Barbie.

- Ups... - Szepnęła Wesza i odsunęła się na bezpieczną odległość.

- Moja... kurwa... piękna... koszula... nocna... w różowe... króliczki... - Wrzeszczał Złomiarz trzymając głowę Cegły w pufie i po każdym słowie z całej siły zamykając pufę na jego głowie.

Gdy Złom już się dostatecznie wyładował, usiadł zmęczony na pufie i ciężko oddychał.

- No to żeśmy się zabawili... - Stwierdził spoglądając wokoło.

Roman leżał nieprzytomny na ziemi, z jego dupy wciąż unosiło się trochę dymu... Dywan był wypalony na dystansie całego pokoju... Wesza próbowała schować się do szuflady z brudnymi skarpetkami Złoma, uciekając przed karą Cegły ( - Zdesperowana... - Pomyślał Złom)... Nocna koszula Złoma na wpół spalona leżała na ziemi... Gdy Złom ją zobaczył jeszcze raz z całej siły zajebał pufą w głowę Cegły.

- Taaak... To był dobry dzień. - Rozmarzył się Rodzyn masując się po odbycie.

Zmieniony: czwartek, 28 stycznia 2010 00:08
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Valid XHTML & CSS | Design by: LernVid.com