Z Pamiętnika Poyeba
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ PIĄTA "OGNISKO" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Roman   
środa, 27 stycznia 2010 17:42
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ PIĄTA "OGNISKO"

autor: Roman

Tego pięknego letniego dnia Pojeby postanowiły trochę się zrelaksować. A żeby nie było chamstwa i zżulenia, powstał ambitny plan urządzenia ogniska. Jak zwykle miejscówkę udostępniał Rodzyn. Tym razem była to polanka pod lasem z dala od cywilizacji. Umówili się wszyscy u Rodzyna na godzinę 17:19, żeby było łatwo zapamiętać.

- No nie wierzę! - Krzyknął Złomek od razu. - Wszyscy są na czas! Tego jeszcze nie było...

- Masz Złomiarz! Wypij kielona. - Poczęstował go od progu Cegła nalewając mu pysznej nalewki jabłkowo-miętowej.

- Może chcesz mi włożyć w dupę czopa? - Zaproponował Rodzyn.

- Albo porozmawiać o czymś co cię gnębi? - Zaoferowała się od razu Wesza.

- Chcesz w tufę? - Spytał Roman.

- Nie no ja chyba śnię! - Wykrzyknął Złomiarz. - Wszyscy tacy mili?

Nagle świat się rozmył, kolory stały się jakieś niewyraźne... PIPIPIIIIII!!!!!!! PI!PI!PI!PIIIIIII!!!!

- Kurwa... - Podsumował to Złom, wyłączając budzik, który jak się okazało próbował go obudzić już od dwóch godzin. - A było już tak pięknie.

Złom spojrzał na zegarek i z trwogą zauważył, że zbliża się 17:00.

- Trzeba było nie grać w tego jebanego Tacticala do rana... - Pomyślał. - Muszę iść na odwyk... - I ruszył do łazienki.

Tego dnia nie było mu dane ani rano się wykąpać i umyć głowy (a miał fetysz szamponu - chyba nie trzeba mówić, którego - we włosach - chyba nie trzeba mówić, których), ani zjeść śniadania (o zgrozo!). Zamiast tego pędem ruszył do auta i pojechał do Rodzyna. Spóźnił się jednak tylko 1 minutę.

- I co się kurwa spóźniasz? - Naskoczył na niego od progu Cegła. - Wszyscy już czekają!

- Właśnie! Myślisz, że cały dzień mamy patafianie? Pewnie sobie gruchę waliłeś jak zwykle. - Dodał swoje Rodzyn.

- Do mnie to się nawet nie odzywaj! - Zakomunikowała Wesza.

- Chcesz w tufę? - Spytał Roman.

- Pięknie... - Westchnął tylko Złom.

W końcu jednak udało się wszystkich pogodzić i ekipa ruszyła w dwa samochody na ustaloną miejscówkę. Oczywiście nie obyło się bez dzikiego pościgu po mieście (jak to zawsze bywa gdy Złom i Roman gdzieś jadą...), co skończyło się jednak urwaniem lusterka w aucie Romana i kompletnym zarzyganiem malucha Złoma przez Weszę. W tej radosnej atmosferze dojechali jednak szczęśliwie na miejsce.

- No Rodzyn rozstawiaj grilla, my wypakujemy picie i zagrychę. - Roman chciał mieć wszystko pod kontrolą.

- Tylko nie wypijcie sami jak ostatnio, kurwa.

- Fpoko, tylko fprawcam czy nie zepfute. - Powiedział Roman nie odrywając ust od butelki.

- Jebany... - Stwierdził spokojnie Cegła i wyrwał Romanowi butelkę z rąk zabierając się za degustację zawartości.

- Z ciebie to żaden pożytek przy sprawdzaniu, bo ty wszystko pijesz co jest ciekłe i nie jest słodkie... - Stwierdziła zrezygnowana Wesza.

- Dajcie wreszcie spokój! - Zdenerwował się Rodzyn. - Jak to kurwa ma być zepsute jak dzisiaj w monopolu kupowałem cały zapas?!

W końcu grill już stanął, węgiel był w środku gotowy do podpalenia. Wesza przygotowywała kiełbaski.

- Weszuniu, nie masz sobie tam wkładać tej kiełbaski tylko ją ponacinać! - Przywoływał ją do porządku Cegła.

Roman z Rodzynem zabrali się za rozpalanie grilla, a Złomiarz szukał jakiegoś śniadania w trawie.

- Dobra, dawaj zapałki. - Powiedział Roman do Rodzyna i gdy dostał zapałki, zapalił jedną i przyłożył do drewnianej podpałki, która chwilę się paliła a potem od razu zgasła.

- Daj mi to lelawcze. - Zaproponował Rodzyn i sam zabrał się za podpalanie zapałkami specjalnych podpałek.

Po 10 minutach stwierdzili, że to nic nie da i trzeba wymyślić inny sposób.

- To może zalejemy spirytusem i podpalimy? - Zaproponował Roman.

Złomiarz prawie się udławił spożywanym własnie pasikonikiem jak to usłyszał.

- Pojebało cię kurwa?! - Zbulwersował się. - Spirytus chcesz palić?! Sam się podpal kabacie a nie farmazony pieprzysz!

- No to pomysł padł... - Zmartwił się Rodzyn.

- Spoko, mam nowego pomysła! - Roman był jak zawsze optymistą. - Odlejemy trochę benzyny ode mnie z baku i na pewno pójdzie! - Ucieszył się.

- Dobre, dobre! - Potwierdził Rodzyn.

- To idź skombinuj jakąś rurkę i odlej trochę benzyny a ja pójdę po jakieś drewno bo sam węgiel to się cholera nie chce palić. - Zaproponował Roman.

Tak też zrobili. Roman wszedł wgłąb lasu w poszukiwaniu jakichś porządnych suchych gałęzi. Po chwili zachciało mu się jednak odcedzić kartofelki, więc udał się w stronę pobliskiego drzewka i wyjął swój osprzęt.

- Ale mały!!! Buahahaha! - Wydarło się coś z krzaków nieopodal.

Zdziwiony Roman szybko schował ptaszka i rozejrzał się speszony. Nagle i kompletnie niespodziewanie zza krzaków wyhynęło małe trollowate coś.

- Cholera, nie spodziewałem się tego. - Powiedział niepewnie Roman i przyjrzał się uważniej.

Coś okazało się niewysokim osobnikiem płci żeńskiej (może trochę wyższym od Weszy) z wyjątkowo złośliwym wyrazem twarzy.

- Cześć! Iffonka jestem! - Wesoło zagadała jak się okazało Iffonka wyciągając rękę do Romana.

- Eee... siema. Roman jestem. - Nieśmiało powiedział Roman lekko uściskując wyciągniętą rękę. - Przyszedłem tu po drewno...

- A znalazłeś mnie, hihi. - Zaszczebiotała tamta.

- I co mnie to? - Grzecznie odpowiedział Roman. - Widziałaś gdzieś suche drewno? Może się na coś przydasz...

- Milcz ty nędzna namiastko mężczyzny! - Wrzasnęła Iffonka. - Ty karłowaty pawianie z pisklem kolibra między nogami! Grzecznie jak się odzywasz do Pani Lasu Iffonki!

- Że co?! Chcesz w tufę? - Uprościł sprawę Roman.

W tym momencie Iffonka rzuciła się na Romana i razem potoczyli się parę metrów po ziemi, próbując sobie jakoś zrobić krzywdę. Toczyli się tak jednak bez uszczerbku na zdrowiu aż przypieprzyli w drzewo.

- Masz ładne oczy. - Powiedział lekko oszołomiony Roman.

- Patrz wyżej zboczeńcu! - Zdenerwowała się Iffonka.

- Ooo, te oczy też masz ładne! - Ocenił pospiesznie Roman.

- Myślisz, że mnie na to złapiesz? - Drwiąco zapytała Iffonka.

Roman zaczął szybko wymyślać tym razem delikatny sposób jakby tu powiedzieć, że chce tylko trochę drewna i papa.

- To ci się udało! - Krzyknęła Iffonka i namiętnie pocałowała Romana.

- O kutfa, telenowela jakaś... - Pomyślał zrezygnowany.

Po 10 minutach wrócił do grillowiska z kupką drewna i Iffonką.

- O nieeee!!! - Krzyknął od razu wypuszczając z rąk drewno i Iffonkę, która przyjebała w ziemię z impetem. - Nie on!

Roman pobiegł natychmiast w stronę swojego samochodu, gdzie do rurki wpuszczonej do wlewu paliwa przyssany był Cegła.

- Co ty znowu robisz jasny chomik?! - Zapytał.

- No, zasysam żeby leciało w doł. - Odpowiedział Cegła ocierając usta.

- Mówił, że 5 minut zasysania nie wystarczy... - Tłumaczył Rodzyn.

- Debile... - Skomentował to Roman. - I jak teraz wrócimy do domu jak ten pijak wychlał pewnie całą benzynę?

- Maluchem Złoma. - Powiedziała spokojnie Wesza. - Jest nas pięcioro więc się zmieścimy.

- Po pierwsze nie zostawie tu samochodu, a po drugie już jest nas sześcioro! - Powiedział mocno poirytowany Roman wskazując na podnoszącą się już z ziemi Iffonkę.

- Co jest?! - Zdziwił się Rodzyn. - Ten to idzie to lasu po drewno a wraca z jakąś laską a ja to już pół roku próbuję coś poderwać i nic...

- Może to przez te czerwone robaczki na czole? - Nieśmiało zasugerował Cegła.

- Ty to się nie odzywaj! - Poprosił ładnie Rodzyn.

- To co? Nie przedstawisz nas koleżance? - Niecierpliwił się Złomiarz.

- Sama się przedstawię, bo ten niedorajda do jutra się będzie zbierał. - Sarkastycznie zauważyła Iffonka i zaczęła się witać z obecnymi. Roman nie skomentował tej wypowiedzi, tylko zaczął pić nalewkę "na ryzykanta" czyli bez kolejki.

Na szczęście reszta była zbyt zajęta zapoznawaniem się z nową dziewczyną w towarzystwie (dotychczas musieli się zadowolić tylko Weszą, którą w dodatku czasem pilnował Cegła...) więc Roman spokojnie dokończył nalewkę i już w lepszym humorze dołączył do reszty.

- Dobra, dość tych uprzejmości trzeba rozpalić w końcu tego grilla. - Zakomunikował.

- Niech ktoś zmusi Cegłę do pawia bo wypił całą benzynę i nie ma czym polewać grilla. - Zaproponował Rodzyn.

Złomiarza nie trzeba było prosić dwa razy. Od razu z mocnego zamachu zajebał Cegle w żołądek, a Roman podsunął mu pod nos choinkę samochodową. Świeży zapach wytrącił Cegłę kompletnie z równowagi i puścił on obfitego, 95-cio oktanowego pawia prosto na węgiel drzewny.

- Pięknie! - Ucieszył się Rodzyn i rzucił zapałkę na węgiel. - Padnij!

W tym momencie w górę wzbił się czterometrowy ogień prawie sięgając gałęzi drzew rozpościerających się nad nimi.

- Żesz w mordę. - Zdziwił się Roman. - Chyba te twoje kwasy żołądkowe są już łatwopalne od tego oleju opałowego...

Gdy ogień trochę przygasł okazało się, że węgiel wreszcie się żarzy i można zacząć smażyć kiełbaski.

- Nie jesteś zazdrosny jak tak patrzysz na wielkość tych kiełbasek? - Zapytała Romana Iffonka.

- Co ty się tak mnie uczepiłaś?! - Zdenerwował się. - Masz jakieś kompleksy czy coś?

- A o co chodzi? - Zaciekawił się siedzący obok Złomek.

- On ma małego ptaka, buahahaha! - Zacieszała się do bólu Iffonka.

- Aa, to wiemy. - Spokojnie powiedział Cegła. - Kiedyś nosił dwa hantle przywiązane do fujary, żeby mu się wydłużyła. Myślał, że nie widzimy, naiwny!

- Taa, niezła z tego beka była przez jakiś czas. - Rozmarzyła się Wesza.

- A idźcie wy wszyscy w cholerę. - Powiedział Roman, któremu znowu się zepsuł humor i poszedł poszukać jakiegoś patyka. Następnie zaczął go pić "na partyzanta" czyli bez kolejki chowając się za krzakami i drzewami.

- No to co? - Zagadał Cegła wskazując na reklamówkę z trunkami. - Zaczynamy?

- No baa! - Odpowiedzieli wszyscy.

Kolejeczka poszła w ruch, w międzyczasie kiełbaski doszły i Roman wrócił zza krzaków. Po zjedzeniu kiełbasek ekipa doszła do wniosku, że trzeba zrobić klimacik. Rodzyn wywalił więc wszystko z grilla na ziemię, dorzucił suchych gałęzi i powstało zgrabne ognisko. Od razu też odżyły wspomnienia.

- A pamiętacie jak Mefowi zajarały się drewniane jajca jak kiedyś skakaliśmy przez ognisko? - Rozmarzonym tonem wspominał Złomiarz.

- Taa, dobre to było... - Potwierdził Roman. - I jeszcze Cegła go gasił spirytusem.

- Gdybym chciał go ugasić to bym spiryta nie marnował! - Oburzył się Cegła. - Chciałem, żeby było śmiesznie.

- A znacie trik z butelką i ogniskiem? - Zagadała Iffonka, która była nie w temacie.

- Oo, świeża krew! - Zainteresował się Złomek.

- To wam pokażę. - Powiedziała krótko i wzięła dwulitrową plastikową butelkę po winie (15% siarki). - Teraz potrzebny mały bączek.

- Cegła! - Wskazali na niego wszyscy.

Złomiarz wziął butelkę od Iffonki a Cegła wypiął dupę. Złom z nieukrywaną satysfakcją wepchnął mu butlę w dupę, gdy Cegła z ulgą wypuścił porządnego pierda.

- Wiedziałem, że się na coś przyda! - Ucieszył się. - Zawsze powtarzałem. Nigdy nie pierdź na daremnie!

Iffonka wzięła butlkę od Złoma, który czuł się nie do końca usatysfakcjonowany tak krótką zabawą i wrzuciła ją do ogniska.

- O kurwa! - Krzyknął Cegła widząc to. - Kryć się komu życie miłe!!! - Dodał i schował się za Weszą.

Reszta rzuciła się w popłochu gdzie popadnie i w tym momencie potężny błysk rozjaśnił okolicę. Podobno grzyb po eksplozji było widać z 20km...

- Czegoś ty się kurwa nawpierdalał? - Zapytał osmolony Rodzyn.

- Fasolę jadłem od tygodnia bo tylko to zostało. - Wyjaśnił Cegła. - Ale chyba jakaś nieświeża była... Fasola z puszki nie powinna się ruszać, nie?

- Nie bardzo. - Rzekł Roman wygrzebując się z kupki popiołu jaka została po krzakach w jakich się schował, i pomagając lekko zszokowanej Iffonce.

- Ale było niezłe! - Krzyknęła Wesza wisząca na gałęzi na wysokości jakiegoś trzeciego piętra. - Schodzę!

To powiedziawszy puściła się i z impetem przyjebała w leżącego jeszcze na ziemi Złoma.

- Ja chcę do domu... - Wykrztusił tylko.

Ponieważ inni podzielali ten pogląd, zapakowali się wszyscy do tego co zostało z samochodów i wyruszyli na spotkanie kolejnej przygody...
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Valid XHTML & CSS | Design by: LernVid.com