Z Pamiętnika Poyeba
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ SZÓSTA "NA BASENIE" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Roman   
środa, 27 stycznia 2010 17:43

Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ SZÓSTA "NA BASENIE"

autor: Roman & Iffonka

Był 7 kwietnia czyli Dzień Leśnika i Drzewiarza. Z tej właśnie okazji Iffonka postanowiła zaprosić ekipę na basen do swojej rodzinnej wiochy. A ponieważ przy okazji tego dnia były jej urodziny, miała dodatkową motywację. Zadzwoniła więc do Cegły.

- Halo? - Zapytał głos mamy Cegły w słuchawce.

- Daj Cegłę. - Uprzejmie poprosiła Iffonka.

- No siema! - Odezwał się Cegła.

- Hej. Zapraszam ciebie i Weszę do aquaparku z okazji Dnia Leśnika i Drzewiarza. - Zaproponowała Iffonka.

- O w pizdę, to już dziś?! - Wykrzyknął zdziwiony Cegła. - Jasne, że będziemy!

- Tylko tym razem bez alkoholu!

- Hehe, już za późno. - Wcale nie zmartwił się Cegła.

- No trudno. - Powiedziała zrezygnowana Iffonka. - To powiedz też innym, żeby byli pod basenem o 14:00.

- Pojebało cię?! - Zdenerwował się Cegła. - Wymyśl jakąś normalną godzinę, którą da się łatwo zapamiętać.

- Eee... - Zdziwiła się Iffonka, która jeszcze nie do końca znała panujące tu zwyczaje. - Dobra, to bądźcie na 14:01.

- No, od razu lepiej! - Ucieszył się Cegła. - Do zobaczenia!

- Aa, i powiedz Rodzynowi, że spotkanie jest na 13:01, to może się mniej spóźni niż zwykle.

14:01 pod basenem, ostra ulewa

- O siema Rodzyn! - Krzyknął Roman wychodzący z innymi z samochodu zaparkowanego pod aquaparkiem. - Co ty tak wcześnie?

- Pierwszy raz jestem, kurwa, na czas, a tu się okazuje, że mnie w dupe wyruchaliście i godzinę później przyjeżdżacie? - Zirytował się Rodzyn. - A ja tu godzinę na deszczu stoję jak debil!

- Z tym ruchaniem to nie przesadzaj. - Spokojnie odparł Złomiarz. - Przyjemności później!

- Zresztą mogłeś wejść do środka. - Powiedziała Wesza.

- A, faktycznie... - Zmieszał się Rodzyn.

- Czerwienisz się jak panienka. - Oceniła Iffonka.

- Jak ci... - Zaczął Rodzyn ale nie zdążył bo mu przerwał Roman.

- Idźmy do środka bo teraz wszyscy mokniemy, jasny chomik. - Zauważył bystrzak jeden.

Tak też zrobili. Kupili wszyscy bilety ze zniżką dla inwalidów umysłowych i zadowoleni weszli do przebieralni.

- A, Iffonka, wszystkiego najlepszego z okazji... - Zaczepił Iffonkę Roman.

- O, pamiętałeś o moich urodzinach? - Wzruszyła się Iffonka.

-...Dnia Leśnika i Drzewiarza! - Dokończył zadowolony z siebie Roman.

- Eee? - Zdziwiła się Iffonka.

- No, znalazłem cię w lesie, więc pomyślałem... - Zaczął tłumaczyć się lekko zmieszany Roman.

- Oooo, naprawdę? - Rozczuliła się Iffonka. - To lepiej już nie myśl, bo i tak nie masz efektów!

Posmutniały trochę Roman udał się z resztą ekipy do przebieralni. Po niedługim czasie wszyscy byli już po drugiej stronie. Wszyscy oprócz Cegły i Weszy...

- Aaah, Cegiełko!!! - Dało się słyszeć z jednej z przebieralni.

- Oooh, Weszuniu! - Zakrzyknął dziko Cegła.

Kilku ludzi dziwnie się popatrzyło w stronę przebieralni, z której oprócz namiętnych okrzyków wypadały też części garderoby (stringi, skórzane majty Cegły (takie się nie łamią), rękawice bokserskie, jedna łyżwa, kask futbolowy i inne takie). W końcu wyszli oboje z przebieralni, pozbierali wszystko z ziemi i upchnęli do szafek.

- No, możemy iść. - Radośnie obwieściła Wesza.

- Najwyższy czas. - Stwierdziła Iffonka. - Tu się płaci za pływanie...

Po tych słowach ekipa ruszyła wgłąb pływalni.

- O! Jakuzzi! - Ucieszył się Cegła, wziął Weszę pod pachę i wskoczył do bąbelkującej wody.

- O! Zjeżdżalnia! - Krzyknął Rodzyn.

- No, zajebista. - Potwierdził Złomiarz patrząc na imponujące zawijasy jakie wywijała rura zjeżdżalni wystającej poza budynek.

Rodzyn jednak ominął schody na zjeżdżalnie rurową i wskoczył na małą ślizgawkę dla pięciolatków.

- Łiiiiii!!! - Wydarł się jadąc jakąś sekundę po czym przyjebał w dno basenu, który w tym miejscu miał głębokość może 50 cm.

- Eeee... Gdzie jest woda? - Zapytał ciekawie Złom, który niestety na basen nie zabierał swoich denek 12 dioptrii.

- Tu! - Krzyknął Roman i wepchnął go do basenu pół metra obok.

- Dzięki... - Mruknął Złomiarz i zaczął się taplać w swoich pomarańczowych rękawkach i trójkątnym kole, które dostał od Cegły z okazji Międzynarodowego Dnia Pomocy Dzieciom Afrykańskim.

Roman i Iffonka udali się natomiast do sauny parowej. Roman od razu solidnie polał wodą po rozgrzanych kamieniach, co spowodowało spore zwiększenie zagęszczenia pary wodnej w pomieszczeniu. A ponieważ nasłuchali się w przebieralni niedwuznacznych odgłosów, rozochocona Iffonka od razu rzuciła się na Romana, który był zbyt zaskoczony, żeby ją długo utrzymać, więc posadził ją gdzieś we mgle...

- Auuu!!! Pajacuuuuuuuuuuu!... - Rozległ się wrzask Iffonki, wystrzeliła ona w powietrze przebijając głową dach sauny, po czym wylądowała w pobliskim baseniku z zimną wodą z wyraźną ulgą.

Okazało się, że Roman niefortunnie posadził ją prosto na rozgrzane kamienie piecyka sauny.

- Skubana... Ładny skok... - Skomentował to Roman i usiadł wygodniej na ławeczce. - Tylko teraz, kutfa, przeciąg jest.

Tymczasem Rodzyn wygrzebał się z brodzika (po czwartym zjeździe i przyjebaniu w kafelki, które już teraz były nieco popękane) i wbił się do jakuzzi gdzie siedzieli Wesza i Cegła i parę innych osób.

- Oo... Wesza, urosły ci piersi? - Zapytał wprost zdziwiony Rodzyn patrząc tam, gdzie Cegle się to nie podobało, jednak i on spojrzał z zainteresowaniem.

- A nie, to tylko tanie wino. - Sprostowała wyciągając ze stanika dwie piersiówki.

- O, to nawet lepiej! - Ucieszył się natychmiast Cegła. - Już się bałem, że nie będzie czym świętować.

- Ale tak przy ludziach? - Speszył się trochę Rodzyn spoglądając po wysuszonych babciach, które również siedziały w jakuzzi dla relaksu.

- Spoko ziom, nie bój dupy. - Uspokoił go Cegła i wypuścił soczystego cichacza do jakuzzi.

Było to całkiem nieźle zakamuflowane przez bąbelki wody, zwykła woda nie jest jednak zielona... Po paru sekundach nadszedł oczekiwany efekt i staruszki wywinęły oczami i osunęły się powoli do wody. Cegła wywalił je za burtę i zadowolony stwierdził:

- Zawsze powtarzam. Nigdy nie pierdź na...

- Taa, wiemy wiemy. - Przerwał mu Roman, który właśnie wtaczał się do jakuzzi z Iffonką, wiedziony aromatem taniego winka.

Po chwili do reszty dołączył Złomiarz.

- Przepraszam, czy tu toaleta? - Zapytał błądząc wzrokiem dookoła.

- Nie, stacja benzynowa. - Próbował go wprowadzić w błąd Rodzyn.

- A, to może być. - Powiedział zadowolony i wypiął dupę.

- Nie kurwa! - Krzyknął natychmiast Cegła. - To jakuzzi debilu. I tak nie trafisz do kibla więc siadaj, bo będziemy pić.

Natępnie kolejka poszła najpierw z pierwszej piersiówki, później z drugiej.

- Aahh, dobre... - Rozmarzył się Roman. - Szkoda tylko, że tak mało...

- Wy to byście tylko pili i pili! - Oburzyła się Iffonka. - Może spróbujecie innych rozrywek? Chodźmy na zjeżdżalnię!

- O! Super! Super! - Ucieszył się Rodzyn, wyskoczył z jakuzzi i podbiegł do małej ślizgawki dla pięciolatków.

- Nie na tą czubie! - Westchnęła Iffonka. - Na tamtą! - Powiedziała wskazując na wielką, wijącą się rurę.

- Patrzcie! Patrzcie! - Darł się Cegła. - Jak żaglówka na wietrze!

Cegła miał ściągnięte gacie i pozwalał swojemu fiutowi falować bezwładnie w bąbelkowej wodzie, co wyglądało według niego jak łódka na falach... Iffonka spojrzała na... ekhm... łódkę z uznaniem.

- Przestań się chwalić jebako. - Oburzył się Roman. - I tak nie masz czym!

- Ja mam chociaż jacht, a nie rowerek wodny jak ty, buehehe. - Roześmiał się i wyszedł z jakuzzi podążając za resztą w stronę zjeżdżalni.

W końcu ekipa dotarła do schodów i wspięła się na górę. Tam czekał jakiś mały chłopczyk wpatrując się w sygnalizator w oczekiwaniu na zielone światło. Cegła pewnym krokiem podszedł do rury i stanął przed małym.

- Ej! Kolejka! - Krzyknął chłopak.

- Gdzie?! - Zapytał się Cegła i odwrócił się tak gwałtownie, że jego długie, mokre włosy zajebały chłopaka w twarz, tak że ten stracił równowagę i wpadł tyłem do rury i odjechał.

- No i co zrobiłeś temu biednemu chłopcu? - Zmarwiła się Wesza.

- Jakiemu chłopcu? - Ponownie spytał cegła i odwrócił się tak gwałtownie, że Wesza dostała strzała w twarz i potoczyła się w dół po schodkach.

- Kurwa, i znowu tam wchodzić muszę... - Wysapała leżąc na kafelkach.

Po chwili jednak dołączyła do reszty, trochę tylko poobijana.

- No to co? Jedziemy? - Zapytała.

- Ja pierwszy! – Wyrwał się Cegła. - Kałabangaaaa!!!

Po czym zamaszyście wskoczył do rury. Następnie po kolei rzucili się za nim członkowie ekipy nic sobie nie robiąc z czerwonego światła. Trzymając się za nogi dogonili migiem Cegłę, który nie spodziewał się ataku z tyłu.

- Pojebało was? – Zdażył krzyknąć Cegła zanim drużyna nie wpadła na niego z impetem. Tak oto w zbitej kupie rozpędzali się dalej.

- Rodzyn zostaw moje gacie! – Krzyknął Roman.

- Chciałem tylko zobaczyć czy to prawda z twoim ptaszkiem. - Odparł urażony Rodzyn.

- Odczepcie się wszyscy od mojego ptaka raz na zawsze!!! - Wydarł się wyprowadzony z równowagi Roman.

- Trzymajcie się... To już koniec imprezki... - Powiedziała Iffonka.

W tym momencie rura się skończyła. Ekipa niestety nie pomyślała o hamowaniu i wszyscy z hukiem jebnęli w ścianę małego baseniku, w którym kończy się podróż rurą.

- Kurwa! Topie się. - Krzyczał oszołomiony Złomiarz leżąc na wznak w wodzie sięgającej kostek.

- Ja piernicze, z wami to się normalnie pobawić nie można... - Stwierdziła zniesmaczona Iffonka, próbując wyplątać się z Rodzyna, który coś tam bulgotał z pod wody.

Jej wypowiedź przerwał jednak ostry dźwięk.

- Oj, ciszej! Ciszej, ciii... - Powiedział Cegła. - Wiedziałem żeby wczoraj tyle nie pić. I jeszcze ta ściana we mnie uderzyła...

Ostrym dźwiękiem okazał się gwizdek ratownika.

- Wyjść z wody, natychmiast! I z basenu! Złamaliście regulamin, proszę natychmiast opuścić aquapark - Oznajmił śmieszny pan w pomarańczowej bluzce.

- Że co kurwa? - Rzekł półprzytomny jeszcze Złomiarz. – Ja mam wyjść z basenu? Nie będzie mi tu jakaś jebana pomarańcza rozkazywac!

Po czym rzucił się w stronę ratownika z pięściami. A że brak okularów nie pozwolił mu dobrze ocenić odległości, przejebał ostro w schodki na zjeżdżalnie...

- Chcesz w tufę? - Hardo spytał ratownika Roman.

- Ja go przytrzymam a Ty go bij! - Krzyknął Rodzyn. A Roman się natychmiast zgodził. - No dawaj Roman! Za mamusię! Za tatusia! Za jabolka! Auć, to musiało boleć...

Tymczasem Wesza z Iffonką zajęły się ratowniczką siedzącą nieopodal.

- Jest nasza! – Dziko uśmiechnęła się Wesza.

Obie z Iffonką skoczyły na ratowniczkę z paznokciami.

- Ej, dziewczyny się biją! - Krzyknął rozeznany w sytuacji Roman. - Szkoda, że nie ma kisielu...- Zasmucił się.

I wszyscy faceci (łącznie ze zmasakrowanym ratownikiem) zaczęli obserwować walkę dziewczyn, które drapały, kopały, gryzły, ciągnęły za włosy, pluły, wyzywały się...

- Jebane, ja bym tak nie potrafił...- Z podziwem rzekł Cegła.

- Oj, nasz czas się skończył. - Powiedział Rodzyn. - Musimy iść... I tak już mi się tu znudziło... I wypiłbym coś...

- Masz rację, bierzemy dziewczyny i spadamy. – Poparł pomysł Roman i ruszył z Cegłą do kłębowiska wijących się na kafelkach ciał.

Cegła wziął Weszę pod pachę, Roman Iffonkę, Rodzyn nieprzytomnego Złoma i wszyscy wyszli z basenu...

 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Valid XHTML & CSS | Design by: LernVid.com