Z Pamiętnika Poyeba
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ CZWARTA "IMPREZA" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Roman   
środa, 27 stycznia 2010 17:41
Z Pamiętnika Pojeba - CZĘŚĆ CZWARTA "IMPREZA"

autor: Roman

Ten dzień był dniem wyjątkowym. Albowiem jego wieczór i noc zostały przeznaczone na imprezę (czyt. zalewanie się w trupa). Jak zwykle gdy zbiera się na wiekszą imprezkę (porządne zalewanie się w trupa) ekipa zbiera się u Rodzyna, który udostępnia jakże przytulny pokoik na pięterku. Tak też stało się i tym razem. Ekipa stawiła się w komplecie na czas (Rodzyn nie mógł się spóźnić, bo był na miejscu).

- Jak co dzień ranooo, piję kakałoooo! - Zafałszował od progu Roman. - Tak teraz wóóódkiii mi sięę chceeeee...

Nie dane mu było dokończyć bo Cegła wsadził mu w gębę swoją czterotygodniową skarpetkę, która niestety pokruszyła się od razu więc nie zdołała powstrzymać rozweselonego Romana.

- Heh, i tak nie pamiętam więcej słów. - Zawstydził się.

- I dobrze, kurwa, bo kaleczyłeś tą piękną pieśń! - Zdenerwował się Złomek.

W tym momencie w jego jaja wbiła się żelazna kula najeżona kolcami rzucona przez Rodzyna na powitanie. Złomkowi oczy rozszerzyły się z bólu, jednak docenił gest przyjaciela i nawet sprobował się uśmiechnąć.

- Hehe, siema Pojeby! - Krzyknął Rodzyn. - Dawaj kulę Złomiarz! - Krzyknął i wyszarpnął kulę z jaj Złoma, któremu oczy prawie wyszły na wierzch z bólu.

- Aaaaj! - Krzyknął. - Muszę się szybko znieczulić!

- To masz problem, bo dopiero musimy pójść po towara, hehe. - Zaszydził Cegła.

- Dobra ferajna to nie ma na co czekać, idziemy! - Zarządził Rodzyn i wszyscy raźnym krokiem (poza Złomkiem, który się lekko zataczał) ruszyli do sklepu monopolowego. Chwilę później byli na miejscu.

Do sprzedawcy podszedł Cegła, jako fachowiec w kwestii trunków.

- Czołem! Olej opałowy jest? - Zapytał retorycznie.

- Nie ma. - Odpowiedział lekko zdziwiony sprzedawca.

- Eee... Nie? - Niepewnie powiedział zbity z tropu Cegła. - To może aceton?

- Też nie. - Sprzedawca był coraz bardziej zdziwiony.

- Denaturat? - Ostatkiem nadzieji wyszeptał Cegła.

- Niestety, nie mamy.

- Kurwa, chłopaki, wygląda na to, że trzeba będzie się zżulić. - Powiedział Cegła zrezygnowanym tonem.

Reszta tylko westchnęła i rozejrzała się za zagrychą.

- No to proszę trzy patyki, cztery nalewki wiśniowe, jedną jabłko-mięta gazowaną, jeszcze to takie wino dwulitrowe za 1,50 zł (15% siarki)... - Wyliczał Cegła. - No to tyle na rozgrzewkę... Złomiarz co pijesz?

- Weź co chcesz byle szybko bo mnie jaja napierdalają. - Odpowiedział szybko.

- No to te dwie flachy z małą zawartością metanolu, kratę piwa Poranny Bool i 2 litry spirytusu.

Sprzedawca wyjrzał za okno w poszukiwaniu pułku wojska dla, którego ma być przeznaczony alkohol, ale nie widząc nikogo innego poza pięcioma osobami w sklepie uznał, że ma jakieś przywidzenia ale zapakował wszystko do siatek.

Złomiarz dorzucił jeszcze 7 paczek chipsów i 4 paczki paluszków i ekipa zadowolona ruszyła w drogę powrotną aby udać się na pięterko.

- No ziomy, będzie jazdaa! - Krzyknął radośnie Roman na widok całego tego alkoholu rozłożonego zachęcająco po całym pokoju.

- Cegła, dawaj muzę i chlejemy! - Zarządził Rodzyn, który czuł się tu właścicielem (w sumie to był nim naprawdę).

Gdy ruszyło ostre techno w tle, ekipa zaczęła degustację. Cegła zdegustował na raz 2 nalewki i stwierdził, że były bardzo dobre. Reszta musiała mu uwierzyć na słowo.

- Kurwa, Cegła, łamiesz zasady! - Oburzył się Złomiarz. - Kolejka obowiązuje, no i rytuał! Najpierw podkładzik z chipsów, potem kubek nalewy i znowu chipsy!

- Co ty kurwa wiesz o zapijaniu? - Zadrwił Cegła. - Odwal się i pij.

- A ja?! A ja? - Wykrzykiwała Wesza podskakując.

- Łap! - Krzyknął Cegła rzucając  jej patyka, ale Wesza była tak skupiona na skakaniu, że patyk zajebał ją prosto w czoło.

- Niezły rzut. - Pochwalił Cegłę Roman dopijający właśnie czwartego Porannego Boola.

- Taa, jak rozbiła wino to jej przyjebię. - Ponuro zakomunikował Złom.

- Nie, spoko chłopaki! - Oświadczyła Wesza podnosząc się z ziemi. Jej twarz była trochę zdeformowana przez wielkiego fioletowego guza na środku czoła. - Wszystko jest pod kontrolą. - I zabrała się do wlewania sobie do gardła zawartości butelki.

Po godzince wszyscy byli już w świetnych humorach.

- Patrzcie na mnie! Umiem latać!!! - Wydarł się Cegła skacząc na główkę z łóżka, co skończyło się przypierdoleniem głową w drewnianą podłogę.

- Buahaha! Szkoda, że tylko w jednym kierunku! - Śmiał się Roman.

- Patrzcie na mnie a nie na tego kretyna! - Zawołał Rodzyn i zaczął wymachiwać swoją żelazną kolczastą kulą na łańcuchu wokół siebie.

Nawet wyglądało to fajnie przez jakieś 1,5 sekundy, ale po tym czasie Rodzyn zajebał kulą stojącego obok Romana w twarz a potem siebie w lewego cyca i obaj obalili się na ziemię.

- Ale jazda! Widzę gwiazdy! Tu jest Syriusz, tu Wega, tu Alkor. - Mamrotał Roman.

- Znowu się chuj wymądrza! - Zdenerwował się Złomek. - Przyjeb mu jeszcze raz!

Rodzyn jednak nie mógł tego zrobić, gdyż właśnie bezskutecznie starał się wyrwać kolce ze swojego ciała.

- Ja ci pomogę. - Zaoferowała się Wesza i ruszyła w jego stronę. Po przewróceniu się cztery razy i potknięciu dwa razy, przebyła dzielące ich 2 metry, następnie przyjrzała się uważnie wbitej w cyca kuli, zrobiła zdziwioną minę i puściła obfitego pawia prosto na Rodzyna.

- Przepraszam... - Wyszeptała z przestraszoną miną.

- Ty kur... Ekhm... No trudno się mówi, idę się przebrać. - Powiedział Rodzyn i wyszedł z pokoju.

Gdy wrócił, Roman już pił kolejkę z resztą ekipy. Na twarzy miał opatrunki ze zużytych chusteczek Weszy, co dodawało mu sporo uroku.

- Co ty kurwa masz na sobie? - Zapytał zdziwiony Cegła patrząc na rodzyna ubranego w przykrótką, obcisłą, pedalską, różową bluzeczkę.

- Nic innego nie mogłem znaleźć, wszystko w praniu. - Tłumaczył się zrezygnowany Rodzyn.

- Hehe, ja w pralce trzymam wino i zawsze mam sie w co ubrać. - Rzekł tryumfalnie Cegła. - No chyba, że mi się jakaś koszulka połamie...

- Ej ziomy... - Zaczął Złomek. - Jakoś tak mnie muli... Chodźmy się przejść po mieście!

- Świetny, hik!, pomysł. - Ucieszyła się Wesza, której nos już mocno poczerwieniał a w ręku kołysała się druga butelka Wina Patykiem Pisanego.

- Pojebało was?! - Krzyknął Rodzyn wskazując na swoją pedalską bluzeczkę. - Ja tak nigdzie nie wyjdę!

- Spoko ziom, jest ciemno nikt nie zauważy. - Pocieszył go Cegła.

W następnej chwili cała piątka schodziła już z pięterka lekko się zataczając. Wesza spadała po kolei z każdego schodka ale w końcu i ona dotarła na sam dół i ekipa udała się na wyprawę. Dziwnym trafem na ich drodze stanął monopolowy.

- Hmmm, to chyba jakieś zrządzenie losu! - Ucieszył się Cegła.

- Taa, wbijamy. - Zarządził Roman i wszyscy weszli do sklepu.

- Ziendoberek! - Przywitał się ze sprzedawcą Cegła. - Olejek opałowy jest?

Tym razem sprzedawca już nie był zdziwiony, a widząc stan ekipy postanowił to wykorztać.

- Ależ oczywiście, właśnie dowieźli!

- No to 5 literków, proszem.

Sprzedawca poszedł na zaplecze i szybko nalał do butli po mineralce 5 litrów płynu do chłodnicy, który mu zalegał z magazynie nie wiadomo dlaczego. Natępnie wziął butlę i podał Cegle.

- Ziękujem! Roman zapłać! - Powiedział Cegła i wyszedł z butlą na zewnątrz.

- Eee, można u pana płacić kartą? - Zapytał Roman.

- Oczywiście.

- To reszty nie trzeba. - Powiedział Roman rzucając na ladę króla czerwo i wyszedł raźnym krokiem.

Na zewnątrz zastał małe zamieszanie, jako że do reszty ekipy przyczepiła się straż miejska.

- My my... Tylko protestujemy przeciwko giermkowi... Gierkowi... - Tłumaczył się Rodzyn.

- Giertychowi! - Poprawił go Cegła, który właśnie zabierał się za spożywanie zawartości pięciolitrowej butli.

- No to mamy nielegalne zgromadzenie! - Ucieszył się niski strażnik miejski w żółtych trampkach.

- Będzie mandacik! - Dodał ten wysoki w czapce ze śmigiełkiem.

- Masz coś kutfa?! Jak ci zaraz dojebię mandacik to cię rodzona rodzina nie pozna!!! - Próbował załagodzić sytuację Złomiarz.

- O, mamy obrazę funkcjonariusza publicznego dodatkowo. - Z wredną miną oświadczył ten niski i ruszył na Złoma.

W tym momencie drogę zastawił mu Rodzyn.

- Zostaw go patisonie jeden! - Krzyknął groźnie. - Znam południowo-wschodnie sztuki walki i nie zawaham się ich użyć!

To powiedziawszy wyjął zza pleców kolczastą kulę i zaczął nią dziko wymachiwać. Widząc to Roman natychmiast schował się za pobliskim kioskiem. Cegła wykorzystując fakt, że strażnicy miejscy ze zdziwieniem przypatrywali się Rodzynowi w różowej pedalskiej bluzeczce wymachującemu kolczastą kulą nad głową, zajebał od tyłu temu wyższemu z butli w nery. Strażnik poleciał prosto na Rodzyna i dostał strzała w twarz z kuli, która odbiła się, poleciała do góry i spadła za jakiś kiosk.

- Auuuu! Jasny chomik... - Dało się tylko słyszeć zza kiosku.

Niższym strażnikiem zajęła się Wesza (jako, że była podobnego wzrostu) a Cegła zajął się sprawdzaniem czy butelka przypadkiem nie uległa uszkodzeniu (a potem dalszą konsumpcją). Wesza na początku dość dobrze dawała sobie radę warcząc i gryząc w nogę strażnika. Ale w końcu zniecierpliwiony stróż prawa wyjął zza pleców pałkę policyjną. Gdy Wesza zobaczyła długą, smukłą, obłą pałkę od razu zapragnęła ją mieć i rzuciła się z furią na strażnika, który kompletnie się tego nie spodziewał. Cegła jednak poczuł się trochę zazdrosny widząc Weszę i strażnika w morderczych objęciach więc postanowił sprawę zakończyć i przyjebał z całej siły butlą w tą kotłowaninę ciał.

Cegła pomógł wstać Weszy, otrzepał ją z kurzu i zajebał jeszcze kopa w twarz leżącemu na ziemi.

- Hmm, Weszuniu, od kiedy ty masz takie wieśniackie żółte trampki?! - Zdziwił się Cegła patrząc na stopy osobnika, którego właśnie trzymał w objęciach.

- Bo to nie ona przyjebie. - Uświadomił go Rodzyn pomagając wstać z ziemi znokautowanej Weszy.

- Jebany... - Stwierdził Cegła i postanowił rozprawić się ze strażnikiem sam.

Zadanie nie było jednak proste, bo widział trzech strażników. Ponieważ nie wiedział, który jest prawdziwy postanowił wpierdolić wszystkim trzem. Po chwili dwóch już leżało, a trzeci ledwo stał.

- Fatality!!! - Wrzasnął Cegła, zdjął buta i podstawił pod nos strażnika swoją nogę w lepkiej skarpetce.

Strażnik pozieleniał, oczy mu wyszły na wierzch, następnie padł na plecy i udławił się własnym pawiem.

- Flawless victory. - Mruknął Cegła i wrócił do ekipy popijając trunkiem. - Wiecie co? To chyba nie jest olej opałowy ale jest zajebiste!

- No fajnie, i pewnie byś się podzielił, gdybyś sam właśnie tego nie wypił? - Sarkastycznie zauważył Roman, który teraz już miał symetrycznie rozmieszczone na twarzy dziury po kolcach.

- Ja myślę, że już możemy wracać. - Stwierdziła Wesza, która w gruncie rzeczy ledwo trzymała się na nogach.

- Taa, było ciekawie. - Powiedział Złom i zasadził jeszcze jednego kopa jednemu ze strazników.
Zmieniony: czwartek, 28 stycznia 2010 00:09
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

Valid XHTML & CSS | Design by: LernVid.com